Są takie miejsca, gdzie granica między światem ludzi i zwierząt wydaje się niemal niewidoczna. W Knapach, w gminie Lututów, od lat na wysokim słupie swoje gniazdo buduje para bocianów, która doczekała się już własnych imion. Kasia i Wojtek każdej wiosny wracają dokładnie tutaj. Wychowują kolejne młode, a gdy nadchodzi jesień, całą rodziną odlatują do ciepłych krajów. Kilka miesięcy później znów pojawiają się nad tym samym podwórkiem.
To jednak nie jest przypadek. Historia bocianów w tym miejscu sięga znacznie dalej.
Już od XIX wieku były tutaj bociany, bo cała posesja była zarośnięta dużymi drzewami i właśnie na nich zakładały gniazda – opowiada Jerzy Pietrzyk, właściciel gospodarstwa. Pod koniec lat siedemdziesiątych wycięto drzewa, gniazda spadły i przez wiele lat bocianów nie było. Dopiero kiedy w 2012 roku postawiliśmy dom, przyleciał bocian i sam zbudował gniazdo na naszym słupie.
Dziś trudno wyobrazić sobie to gospodarstwo bez jego skrzydlatych mieszkańców. To niezwykły widok. Bociany spacerują między kurami, mijają psa i koty, doskonale wiedzą, że właśnie tutaj są bezpieczne. Jednocześnie nie zatraciły swojej ostrożności. Poza gospodarstwem pozostają dzikimi ptakami. Gdy spotykają ludzi na drodze czy na polu, natychmiast odlatują.
Obcych ludzi unikają. To są dzikie zwierzęta – podkreśla Jerzy Pietrzyk.
Choć gospodarze pomagają swoim bocianim sąsiadom, robią to tylko wtedy, gdy jest taka potrzeba.
Jak zaczęliśmy je dokarmiać, przestały wyrzucać młode z gniazda. Wcześniej zdarzało się, że najsłabsze pisklęta wypadały albo były wyrzucane. Zabieraliśmy je, dokarmialiśmy, nabierały sił i wracały do gniazda. Dzięki temu cała czwórka młodych mogła się wychować – wspomina właściciel.
Barbara Pietrzyk uśmiecha się, kiedy mówi o swoich niezwykłych sąsiadach:
Te bociany to nasza rodzina. Wojtek przylatuje pierwszy, remontuje gniazdo, a dopiero później przylatuje Kasia. One naprawdę świetnie sobie radzą. My tylko do południa trochę je dokarmiamy. Później same przynoszą myszy, krety, nornice czy nawet szczury. Ich naturalne instynkty wcale nie zniknęły.
Najlepszym dowodem jest fakt, że każdego roku bez problemu odbywają wielotysięczną wędrówkę, by następnej wiosny wrócić dokładnie w to samo miejsce.
Historia Wojtka pokazuje jednak, że czasem niewielka pomoc człowieka potrafi uratować życie.
Wojtek był ranny. Prawdopodobnie miał złamane skrzydło. Zadzwoniłam do straży w Lututowie. Przyjechała strażaczka Kasia Bąk, zabezpieczyła skrzydło, a w tym czasie Kasia sama opiekowała się trzema bociankami. Po miesiącu Wojtek wyzdrowiał, wrócił do gniazda i znowu był razem z rodziną – opowiada Barbara Pietrzyk.
Człowiek nie odebrał mu dzikości. Dał mu jedynie szansę. Jesienią Wojtek bez problemu odleciał z innymi bocianami, a następnej wiosny ponownie pojawił się w Knapach.
Także Kasia ma swoją historię. Jest zaobrączkowana i monitorowana przez ornitologów. Z informacji zawartych w rejestrze wynika, że ma około dziesięciu lat i urodziła się w okolicach Kalisza. Mimo że pokonuje tysiące kilometrów, każdego roku wraca właśnie tutaj.
Na tym podwórku nie chodzi o oswajanie przyrody. Chodzi o sąsiedztwo, które od pokoleń wpisane jest w polski krajobraz. Bocianie gniazdo przy domu od zawsze było symbolem szczęścia i dobrego gospodarstwa. W wielu wsiach nikogo nie dziwi, że gospodarz pomoże ptakowi przetrwać trudniejszy moment. Tak samo jak nikogo nie dziwi, że jesienią bociany odlatują, a wiosną wracają tam, gdzie czują się bezpiecznie.
Najbardziej odczuwają to domownicy.
Mam pokój blisko komina i codziennie rano słyszę klekotanie na dzień dobry – mówi Joanna Lee, córka gospodarzy. – Będzie mi tego bardzo brakowało, kiedy odlecą.
Dzieci, moje dzieci! – woła gospodyni.
Po chwili nad podwórkiem rozlega się charakterystyczny szum skrzydeł. Bociany doskonale znają ten głos.
A kiedy przyjdzie czas odlotu, w gospodarstwie zapadnie cisza. Zabraknie porannego klekotu, który przez wiele miesięcy budzi domowników. Zostanie tylko nadzieja, że za kilka miesięcy Kasia i Wojtek znów wrócą do Knap.
Bo właśnie tak dzieje się tutaj od lat.
Poniżej publikujemy reportaż dźwiękowy z gospodarstwa państwa Pietrzyków, w którym można usłyszeć opowieści gospodarzy oraz charakterystyczny klekot Kasi i Wojtka.
Posłuchaj reportażu:
Fot.Mirka Halamus/Alina Frejusz
















































