D. Włodarczyk: „Na mecie popłakałam się ze szczęścia”

   „Przed wyścigiem nie czułam się mocna”, mówi nam kolarska górska mistrzyni Polski juniorek, Dominika Włodarczyk. Reprezentantka MLKS-u złoty medal zdobyła w Sosnówce. Po trudnych zmaganiach na trasie skutecznie finiszowała. Na ostatnich metrach wyprzedziła swoje rywalki.

Dominika Włodarczyk:
    - Wyczekałam do samego końca, do finiszu, bo właśnie ćwiczyliśmy ten fragment. Trener nam mówił, że ten finisz jest strasznie zdradliwy, bo w lesie pod górę było widać hotel, przy którym była usytuowana meta. Niestety, ten hotel było widać już od jakichś 300 m i dziewczyny właśnie tam zaczęły finiszować. Ja już naprawdę z ogromnym cierpieniem wytrzymałam im na kole. Trenerzy z innych klubów z boku krzyczeli: „Dominika, zdecydowanie!”. Ja wiedziałam, że jak zacznę wychodzić dziewczynom, to one mi usiądą na koło i jeszcze mi poprawią. Więc zebrałam wszelkie pokłady mocy. Tam już nie jechałam nogami, jechałam głową. Zdołałam wyjść Natalii (Krześlak, przyp. red.) z koła, ścięłam zakręt i tam naprawdę już poszłam na tyle mocno, żeby ona już mi nie zdążyła usiąść na kole. Zaczęłam wychodzić jakieś 75 m do mety, czyli i tak 25 m szybciej, niż trener kazał, co poczułam rzeczywiście 20 m przed kreską, bo już nie miałam siły. Jeszcze mi krzyczeli, żebym się nie odwracała. Ja mówię: „Jak teraz mnie jeszcze wyprzedzą, to chyba się popłaczę”. I tak się popłakałam, ale ze szczęścia na mecie.

Michał Kuś (trener w MLKS-ie Wieluń):
    - Taktyka była taka – przed samym wyścigiem powiedziałem, że mają przestać marudzić. Dominika może tak trochę skromnie mówi, że cierpiała. Ja myślę, że skoro ona cierpiała i przywiozła koszulę mistrza Polski, to co przeżywały zawodniczki, które przyjechały za nią. Taktyka była taka, że trzeba pojechać z chłodną głową, zachowawczo, zobaczyć, co się będzie działo. Dziewczyny, Marta Glapa miała zadanie, żeby osłaniać Dominikę w początkowej fazie wyścigu. Bo wiadomo było, że na podjeździe to się wszystko porozrywa, ułoży po pierwszej rundzie i wtedy już będzie spokojniej, bezpieczniej. Runda była obeznana, myśmy znali wszystkie dziury, które były na trasie, po której stronie można było przyciąć zakręt, tak że wszystko mieliśmy rozpracowane. Siły były. Wiadomo, na takim wyścigu przeżywa się katorgi, ale jak się jedzie i się myśli, to są właśnie takie efekty, że wjeżdżamy na metę i przywozimy koszulkę z orłem do Wielunia.

REDAKCJA PORTALU radiozw.com.pl NIE ODPOWIADA
ZA TREŚĆ KOMENTARZY ZAMIESZCZANYCH PRZEZ INTERNAUTÓW

REKLAMA