Narodowy Test Słuchu: słyszymy coraz gorzej

   Z danych Narodowego Testu Słuchu wynika, że słyszymy coraz gorzej. Wszystko przez wszechobecny hałas, który jest wokół nas. Zewsząd dobiega szum i zbyt głośne dźwięki. Człowiek znosi to bardzo źle. Co trzeci Polak ma problemy ze słuchem i dotyka on coraz młodszych.
   Połowa z przebadanych poniżej 40. roku życia ma niedosłuch. Powyżej 60. roku życia ten problem ma 9 na 10 przebadanych osób. Wyniki są bardzo złe. Jakie są przyczyny tego, że tak źle słyszymy? Jak możemy zadbać o swój słuch? Czy są szanse na wyleczenie ubytków w słuchu lub niedosłuchu? Na ten temat z Kamilą Majer z Centrum Aparatów Słuchowych w Wieluniu rozmawiał Michał Kiczka.

MK: Jak wynika z danych Narodowego Testu Słuchu 45% osób w wieku od 20 do 39 źle słyszy, a w wieku do 59 lat ten procent wzrasta aż do 70%. To chyba jest tragedia?

KM: Zgadzam się, ale niestety żyjemy coraz głośniej. Te dźwięki są głośniejsze, które do nas docierają i to powoduje, że tracimy słuch. Proszę zauważyć, że kiedyś zakupy robiliśmy nie w centrach, tylko przechodząc na dworze, gdzie jest ciszej. Dlatego ten cały hałas, który jest wokół i niestety nie da się go uniknąć, powoduje, że ten słuch mamy coraz gorszy. Niestety wiemy np. że nie słyszymy, ale nic z tym nie robimy. Nie chodzimy do lekarza i tu słuchu co prawda nie da się odzyskać, ale trzeba sobie robić badania i kontrolować słuch. Najlepiej jak najwięcej czasu spędzać w ciszy. Oczywiście na tyle ile jest to możliwe.

MK: Czy to jednak nie jest tak, że źle słyszę i wchodząc do takiego wyciszonego pomieszczenia zaczynam nagle słyszeć szmery, bicie serca, etc. Czy to więc jest dla nas dobre?

KM: Może to nie tak, że to nie jest dobre. Tylko ludzie nie są przyzwyczajeni do przebywania w ciszy.

MK: Będą się czuć nieswojo?

KM: Dokładnie tak. Problem jest też tego rodzaju, że wymóg Narodowego Funduszu Zdrowia jest taki, żeby badania słuchu robić w kabinie ciszy. Jeżeli kabina ciszy jest dobrze wyciszona, to pacjenci wchodząc do takiej kabiny nagle słyszą bicie swojego serca, przepływ krwi i to niektórych pacjentów wprowadza w taki stan niepokoju. A to tylko dlatego, że my jesteśmy cały czas narażeni na dodatkowe dźwięki, czy pracujące w domu urządzenia i to powoduje, że my nie jesteśmy przyzwyczajeni do przebywania w idealnej ciszy. To jednak nie znaczy, że to szkodzi. Fakt wprowadza niepokój dlatego, że cały czas jesteśmy bombardowani różnymi rodzajami dźwięków, które niestety powodują, że ten ubytek słuchu następuje. Osoby, które mają ubytek słuchu. Oni są w jakiejś swojej ciszy. Oni już nie słyszą przepływu krwi, czy dochodzących dźwięków. Niestety włączają telewizor, radio głośniej przez co domownicy są też narażeni na ten hałas. Nie mówiąc już o tym hałasie na dworze. W dużych miastach powoli zostaje wprowadzone to, że tramwaje, czy autobusy są o wiele cichsze niż samochody ciężarowe lub inne samochody osobowe.

MK: Mnie często irytuje, gdy ktoś w miejscu publicznym mówi podniesionym głosem do telefonu komórkowego. Czy to oznacza, że ma taka osoba problemy ze słuchem?

KM: Mają z pewnością problem ze słuchem. Niektórzy producenci telefonów komórkowych już zaznaczają w telefonie, że głośne nastawienie aparatu może uszkodzić słuch. Dużo osób niedosłyszących mówi bardzo głośno. Dlatego, że nie słyszy też siebie. W momencie kiedy zakładają aparaty słuchowe, to ten głos jest już troszeczkę cichszy. Niedosłysząc zachowujemy się też głośniej. Zamykając drzwi trzaśniemy drzwiami i to nie dlatego, że jesteśmy niekulturalni, tylko dlatego, że po prostu chcemy się upewnić, że je zamknęliśmy. To powoduje, że niestety żyjemy w coraz głośniejszym otoczeniu.

MK: Przeczytałem takie stwierdzenie, że młody człowiek słuchając muzyki w słuchawkach po kilku latach słyszy jak siedemdziesięciolatek, to się przeraziłem, bo moja praca, jak również moich kolegów i koleżanek z pracy, to praca z dźwiękiem i często w słuchawkach. Jakie są lepsze słuchawki takie nausznikowe, czy raczej wtykowe?

KM: Nie ma różnicy. Różnica jest w tym ile decybeli jest podawane na słuchawkach, bo jeżeli wkładamy takie słuchawki do środka do ucha i jesteśmy w ciszy, to wystarczy nam, że nastawimy słuchawki na 40-50 decybeli. Ale jeżeli jedziemy w autobusie, to już nie słyszymy na tej głośności i podwyższamy ją do progu około 80-90 decybeli, bo w samym autobusie hałas wynosi 40-50 decybeli. Przypomnę, że 120 decybeli, to jest próg bólu. Po usłyszeniu takich głośnych dźwięków możemy już utracić słuch, ponieważ uszkodzimy sobie komórki rzęsowate, które są odpowiedzialne za nasz słuch.

MK: Często jest też tak, że mając problemy ze słuchem wstydzimy się do tego przyznać. A chyba warto to przełamać. Gdzie wtedy się udać pomoc?

KM: Niestety tak jest nasza świadomość, że ludzie wstydzą się aparatów słuchowych. Uważają, że to jest coś takiego gorszącego. Uważają siebie za gorszych ludzi nawet za inwalidów. Ale to nie jest prawda.

MK: Przecież to tak jak z okularami, gdy ktoś je nosi nie oznacza, że jest gorszy?

KM: Dokładnie tak, ale jest taka nasz świadomość. Niestety NFZ dorosłym, pracującym i dzieciom daje dofinansowanie do dwóch aparatów. Natomiast osobom starszym daje dofinansowanie tylko do jednego aparatu. Także te osoby są poszkodowane. Nie ma takiej świadomości. W dużych miastach osoby pracujące, które są na topie nie wstydzą nosić się aparatów, bo to są już takie wynalazki, które są często połączone z telefonem komórkowym, że nie muszą wyciągać telefonu komórkowego, żeby go słyszeć. Są też aparaty, które noszą dyrygenci i dyrygując orkiestrą wszystko bardzo dobrze słyszą. Niestety często jest taka świadomość, że ja jeszcze aparatu nie muszę nosić.

MK: Ja pamiętam, że kiedyś były takie duże aparaty i wyglądały wręcz jak takie "ślimaki". Dziś już takich się nie robi.

KM: Nie, a powiem panu, że osoby, które noszą takie duże aparaty nie chcą z nich rezygnować, bo są do nich przyzwyczajeni. Natomiast producenci produkują coraz mniejsze i mniej widoczne. Także osoby je noszą, ale inni nawet nie wiedzą, że oni je noszą, gdyż są one tak małe i niewidoczne, że bardzo trudno je zobaczyć. Są nawet aparaty, w których można pływać na basenie i nikt nawet nie pomyśli, że z aparatem słuchowym można pływać.

MK: Idąc na badania słuchu mamy się czego obawiać?

KM: Badanie słuchu tak naprawdę nic nie boli, także nie ma się czego bać. Badanie słuchu powinno być zawsze wykonywane w momencie kiedy już mamy problemy ze słuchem. Tak naprawdę, jeżeli tracimy słuch i nagle wstajemy rano i nic nie słyszymy to w przeciągu 48 godzin musimy się zgłosić do punktu, nawet do szpitala, aby szybko zareagować. W tym momencie, jeśli utracimy ten słuch, to jeszcze jest szansa, że ten słuch powróci do nas. Natomiast jeżeli będziemy długo zwlekać, to niestety nie. Najprostsze badanie słuchu polega na tym, że zakładamy słuchawki i mamy podawane od najcichszego dźwięku do coraz głośniejszego. W momencie, gdy tylko pacjent ten dźwięk usłyszy od razu daje nam znać, więc to badanie słuchu nam nie szkodzi.

MK: Czy zdarzyły się pani takie osoby, które słyszą te najcichsze dźwięki? Jeśli tak, to jaki to jest procent osób?

KM: Te najcichsze dźwięki słyszą te osoby, które mają styczność z muzyką. Są to bowiem osoby, które mają wyszkolenie na słuch i oni jak tylko stracą 5-10 decybeli, to dla nich, to jest wielka tragedia.

MK: Dlatego gdy głośniej mówimy, gdy ktoś nam zwraca uwagę, że za głośno się zachowujemy to warto zbadać swój słuch i udać się albo do laryngologa albo do centrum Aparatów Słuchowych w Wieluniu. Gdzie siedziba?

KM: Centrum mieści się przy ulicy Szkolnej 5 w Wieluniu. To jest "Spółdzielnia inwalidów". Mieścimy się na drugim piętrze. Można sobie zawsze przyjść i zrobić sobie kontrolne badanie słuchu. Lepiej sprawdzić niż potem się zastanawiać lub tego żałować. Robić sobie badanie słuchu po każdej nawet infekcji, bo jeżeli jesteśmy przeziębieni, to tracimy słuch. Możemy nawet być tego nieświadomi, bo na czym innym się skupiamy, ale jeżeli go stracimy i w odpowiednim momencie zaczniemy to leczyć, bo to jest do wyleczenia, to słuch wróci. Ale jeżeli odstawimy to na później, to już niestety nie.

MK: Co z higieną ucha, bo słyszałem, że patyczki higieniczne to często robią więcej szkody niż pożytku?

KM: Ucho wydziela woskowinę i to nie jest to, że ktoś się nie myje. Ucho wydziela woskowinę, ponieważ broni się przed hałasem. To jest naturalna ochrona ucha, także przed różnymi bakteriami. Dlatego gdy czyścimy ucho tymi pałeczkami, to ta woskowina i tak będzie jej coraz więcej. Prawda jest taka, że kanał jest kręty i my tylko dochodzimy do pewnego momentu. Dlatego tę woskowinę, które i tak nie wyczyścimy, układamy i uklepujemy tymi pałeczkami w uchu. W tym momencie powstają korki, które też powodują, że się gorzej słyszy. Niektórzy pacjenci, jeżeli mają korek mogą mieć szumy. Po wyczyszczeniu wszystko wraca do normy. Także tylko czyścimy najmniejszym palcem, do tego momentu, gdzie ten palec po prostu wejdzie. Ta woskowina ma nawet nam wyciec z ucha, jeżeli nie potrzebuje tego ucho, jeżeli się nie broni.

MK: Jeżeli państwo chcą więcej usłyszeć o problemach związanych ze słuchem i jak je pokonywać i leczyć, to już niedługo będzie można będzie spotkać z panią podczas specjalnego wykładu na ten temat w Wieluniu?

KM: Tak, odbędzie się 14 marca w Domu Kultury. Serdecznie zapraszam.

Zobacz również:
Narodowy Test Słuchu w Wieluniu; można się zbadać za darmo

REDAKCJA PORTALU radiozw.com.pl NIE ODPOWIADA
ZA TREŚĆ KOMENTARZY ZAMIESZCZANYCH PRZEZ INTERNAUTÓW

REKLAMA