Neapco Praszka: Zdobyli dwa nowe kontrakty

   Fabryka podzespołów motoryzacyjnych Neapco w Praszce finalizuje dwa duże kontrakty na półosie napędowe. Razem z innymi nowymi zamówieniami może dzięki temu zwiększyć roczne obroty nawet o 25%. O sytuacji w firmie oraz o perspektywach na przyszłość z prezesem Neapco Polska, Zbigniewem Gorczyńskim, rozmawiał Michał Kiczka.

MK: Neapco w Praszce kojarzony z dawnym "Polmo", ważnym graczem w przeszłości na rynku podzespołów samochodowych, zdobył dwa duże wieloletnie kontrakty. To chyba pozwala z optymizmem spoglądać firmie w przyszłość?

ZG: Krótko odpowiadając to tak. Ja jestem optymistą od urodzenia, natomiast rzeczywiście nowe kontrakty to jest nie tylko wyzwanie dla zakładu, ale to także postęp i rozwój firmy. Jest to również znak, że zaufanie klientów jest wysokie. Wielu klientów nie pozwala na wejście z tzw. marszu z jakimiś projektami. Trzeba na to zasłużyć, zapracować i dojść do tego mniejszymi krokami. W tej chwili mamy dwa duże kontrakty, nie zdradzę jednak na razie nazw tych firm. Zasada jest bowiem taka, że dopóki klient nie opublikuje pełnej listy swojego projektu z dostawcami, mówimy tylko o wielkości biznesu. Są to bardzo dobre kontrakty dlatego, że potwierdzają to zaufanie klienta do nas. Mieliśmy mniejszy kawałek ciasta, teraz mamy kawałek tortu. Rynek jest jaki jest. Od lat możemy obserwować wzloty i upadki. Nasza firma aktualnie nazywa się Neapco. To była długa droga od Polmo. Wciąż jesteśmy w branży motoryzacyjnej, oferujemy już jednak inne produkty. Nasza firma w okresie kryzysu w branży w latach 2008 - 2009 miała pewną zapaść. Zakłady zagraniczne wpadły w pułapkę, stały się niewypłacalne. Przez ten czas nie pracowaliśmy nad nowymi kontraktami i nad rozwojem firmy tak jak powinno to wyglądać. Oczywiście zakład w Praszce przetrwał ten okres i non stop pracował bez zakłóceń. Myślę, że to był też fantastyczny sygnał dla klientów o tym jak potrafimy wybrnąć nawet z dużych kłopotów. Dwa lata zostały jednak zmarnowane, które teraz trzeba połączyć swego rodzaju mostem z tymi nowymi kontraktami przyszłymi projektami. Aktualnie rynek motoryzacyjny kurczy się, co obserwujemy od początku stycznia.

MK: Panie prezesie jak to się robi? Przyszedł pan do Praszki z Lublina z bankrutującej spółki Deawoo Motor Polska i od 2003 roku na fotelu prezesa przetrwał pan trzy zmiany właścicieli. Najpierw był Visteon, później Tedrive i teraz Neapco. Na czym polega pana fenomen?

ZG: Dobre pytanie:) Ja czytałem nawet opinię, że te zmiany to są prowokowane przez zarząd, taka spiskowa teoria dziejów. Faktycznie co trzy lata ten zakład z różnych powodów zmieniał właściciela. Cały czas jednak rozwijał produkcję podzespołów motoryzacyjnych. Visteon wielka globalna korporacja postanowiła w pewnym momencie, że ten segment działalności sobie odpuszcza. Sprzedał więc firmę w Praszce funduszowi, który założył zakład od podstaw jako Tedrive. Jednak po kliku latach firma Tedrive postanowiła sprzedać swoje udziały. Aktualnie jesteśmy częścią korporacji amerykańskiej Neapco. Jest to firma z bardzo długą historią. To również firma z branży, nie inwestor kapitałowy. Wszyscy wiemy dlaczego chciała mieć te zakłady w Niemczech i w Polsce. Choć przecież posiada już fabryki w USA, Chinach i Meksyku. Ocenili kierownictwo fabryki w Praszce, ja awansowałem. W tej chwili odpowiadam również za procesy produkcyjne i zakupy firmy Neapco w całej Europie. Także trochę mieszkam w Praszce, a trochę w Duren w Niemczech.

MK: Jak pan patrzy na fabryki w Praszce i w Duren, to są różnice w kulturze organizacyjnej oraz w wydajności pracy?

ZG: Obydwa zakłady są jakby zakładami siostrzanymi, ponieważ kooperujemy bardzo blisko. Zakład niemiecki jest dostawcą asortymentów specjalnej grupy produktów. My ich nie robimy po to, żeby każdy zakład był w czymś wyspecjalizowany. Dlatego pod względem technologii ciężko to porównać. Jeśli natomiast chodzi o to co dostarczamy na rynek, to jest to najwyższa półka pod względem jakości. Jeżeli jest pomyłka, to zdarza się raz. Nie ma prawa być żadnych powtórek w błędach. Dostawy muszą być na czas. To jest wszystko bardzo wyrafinowane w aktualnych czasach. Tu nie możemy mówić o jakimś odstępstwie między jednym a drugim zakładem. To musi być doskonale zorganizowane i na czas dostarczone. Jeśli chodzi o wydajność pracy, to są tu pewne regulacje prawne, pewne przyzwyczajenia i sposób podchodzenia do spraw, to są różnice kulturowe pomiędzy tym, jak grupa pracuje np. w Niemczech, a jak w Polsce. Na końcu jednak produkt jest taki sam i tak samo na czas. Bardzo trudno porównać, czasem mówi się ogólnie, że w Niemczech pracuje sie wydajniej, ale dopóki nie zrobimy tego samego zlecenia na tych samych maszynach, to jakiekolwiek porównania nie mają sensu.

MK: Część pracodawców narzeka na trudności związane ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników. Jak to jest w Waszym przypadku? Wiem, że nawiązaliście współpracę z jedną ze szkół w Gorzowie Śląskim.

ZG: Wydaje mi się, że nasza sytuacja pod względem możliwości znalezienia ludzi do pracy nie jest zła, ale jak zwykle problemy tkwią w szczegółach. Praszka ze swoim położeniem jest dobrze usytuowana, bo mamy niedaleko do różnych szkół wyższych i łatwiej nam o tych specjalistów. Natomiast jeśli chodzi o dobrą kadrę menedżerską jest już gorzej. Takie osoby wybierają większe ośrodki, które dają im większe możliwości ciekawego spędzania wolnego czasu. Szukając specjalistów też napotykamy na problemy. Nawiązując do szkolnictwa często zdarza się, że umiejętności osób mijają się z naszymi oczekiwaniami. Szukamy np. tokarza, przychodzi osoba po szkole i okazuje się, że nawet nie potrafi prawidłowo trzymać suwmiarki, czy też odczytać rysunku technicznego wałka. A przecież prostszej rzeczy nie ma. Co do szkoły w Gorzowie Śląskim, to współpracujemy z nią ponieważ jej dyrektor miał świetny pomysł. Rozejrzał się dookoła, zorganizował środki i wybrał taką dziedzinę, która była potrzebna. Często w szkołach nie ma maszyn, na których można się uczyć. Myśmy je dostarczyli. Dzięki temu mieliśmy możliwość obejrzenia na spokojnie młodych specjalistów i wybrania najlepszych. Normalnie na rynku takich zjawisk współpracy nie obserwowałem, ale nie jestem specjalistą w tej dziedzinie.

MK: W ubiegłym roku został pan nagrodzony tytułem "Zasłużony dla Województwa Opolskiego”. Honorową odznakę wręczył panu w Praszce marszałek Opolszczyzny Józef Sebesta. Co ciekawe o nagrodę wnioskowali związkowcy. Chyba był pan zaskoczony, że to właśnie oni wystąpili o przyznanie panu tego tytułu?

ZG: Byłem bardzo zaskoczony. Marszałek Sebesta też był zaskoczony, powiedział że nigdy nie słyszał, aby związkowcy wnioskowali o nagrodę dla szefa. Dla mnie to wielka przyjemność, w końcu jest to najwyższe honorowe wyróżnienie na Opolszczyźnie. Jest to z pewnością efekt pewnych obserwacji ludzi, którzy doceniają to, że często wyciągam do nich pomocną dłoń. Często nie chodzi o pieniądze, ale chociażby o dobre słowo, które pomaga uwierzyć w siebie i iść do przodu (...).

REDAKCJA PORTALU radiozw.com.pl NIE ODPOWIADA
ZA TREŚĆ KOMENTARZY ZAMIESZCZANYCH PRZEZ INTERNAUTÓW

REKLAMA